piątek, 27 stycznia 2012

Rozdział 20 cz. 1

- Ona wróciła, czy ty to rozumiesz? WRÓCIŁA!
- Czekaj, chwila, kto wrócił? O co ci chodzi? - patrzyłam ze zdziwieniem na Brittany. Wyglądała na przerażoną.
- Jak to kto? Lexie! Skończył jej się okres zawieszenia. Na twoim miejscu schowałabym się gdzieś.
- Ta cała Lexie może mi nakichać. I tak nic mi nie zrobi, bo tym razem mogliby ją wyrzucić - odparłam i ugryzłam swoją kanapkę. Rozejrzałam się po stołówce, w której akurat siedziałyśmy. Wszędzie rozpoznałabym tę czarnowłosą oszustkę. W pobliżu jednak nie było ani jej, ani Victorii, z którą również nie chciałam się spotkać. Mimo wszystko cieszyłam się z powrotu na uczelnię. Lubiłam chodzić na wykłady, które w większości były naprawdę ciekawe. No i mogłam razem z przyjaciółmi doświadczać każdego aspektu życia studenta, a tego typu wspomnienia są bezcenne. Na przykład ta kanapka. Nie wiem, z czego oni robili ten chleb, ale musieli użyć sporo piachu... Kończyła się przerwa, więc poszłam znaleźć Jasona, który miał pożyczyć mi długopis, bo mój oczywiście musiał się wypisać. Kierowałam się właśnie w kierunku schodów, kiedy usłyszałam, jak ktoś mnie woła.
- Monica! Dawno się nie widziałyśmy - odwróciłam się i spojrzałam na uśmiechającą się bezczelnie Lexie, stojącą obok Victorii, która swoim zwyczajem żuła głośno gumę do żucia.
- Lexie. Jak minęły ci te dwa tygodnie zawieszenia? - spytałam, starając się zachować wredny ton. Ostatnie co chciałam, to wyjść przed kimś takim na tchórza. Musiałam pokazać, że jestem lepsza.
- To przez ciebie, idiotko, oblali mnie z ekonomii i musiałam zaliczać cały materiał! - wydarła się, żeby wszyscy na korytarzu ją usłyszeli. Osiągnęła zamierzony cel, wokół nas zebrał się zaciekawiony tłum gapiów.
- Sorry, ale to twoja głupota cię do niego doprowadziła. A teraz wybacz, spieszę się gdzieś - zwróciłam się do niej, a niezadowoleni "widzowie" zaczęli domagać się bójki. Tak, nie ma to jak się laski piorą.
- Chyba nie sądzisz, że puszczę ci to płazem. To, że owinęłaś sobie wokół palca One Direction nie znaczy, że jesteś jakaś wszechmocna. Jeszcze cię dopadnę, dziwko! - obiecała dziewczyna, wspierana przez grupę studentów, którzy nie mieli zielonego pojęcia o sprawie, ale traktowali tę kłótnię jako świetną rozrywkę.
- Myślałam, że ten tytuł jest zarezerwowany tylko dla twojej przyjaciółki - odezwałam się z perfidnym uśmiechem, spoglądając w kierunku Victorii, która aż otworzyła usta z oburzenia. Na podłogę z plaskiem wypadła przeżuta, różowa masa, czyli innymi słowy jej guma. Obrzydlistwo. Moje słowa wywołały prawdziwą burzę oklasków i śmiechów. Zniszczyłam te lalunie! Zarzuciłam włosami, odwróciłam się i niczym Horatio Caine z CSI: Miami ruszyłam, zostawiając za sobą równie spektakularny co w serialu wybuch, złożony z fantastycznej reakcji spragnionego wrażeń tłumu. Brakowało tylko tych słynnych okularów przeciwsłonecznych i odpowiedniej muzyki. W myślach krzyknęłam : "Yeeeah!" i postawiłam stopę na pierwszym schodku. Nagle ktoś pchnął mnie, a ja poczułam się, jakbym leciała. Ziemia niebezpiecznie się zbliżała, a może to ja zbliżałam się do niej? Ostatnie, co zobaczyłam, to marmurowy stopień. Potem urwał mi się film.
*
- Monica, wstawaj! Spóźnisz się do szkoły! - obudził mnie głos z dołu. Podniosłam z jękiem głowę i zerknęłam na zegarek. Siódma trzydzieści pięć. Mama jak zwykle obudziła mnie dokładnie o czasie, kiedy spokojnie mogłam sobie poleżeć jeszcze parę minut. Co z tego, że potem musiałam biec na autobus...
- Już wstaję, nie wściekaj się. Przecież nigdy się jeszcze nie spóźniłam - odpowiedziałam, przeciągając się na łóżku. Ziewnęłam porządnie, wsunęłam stopy w puchate kapcie i podeszłam do okna, żeby otworzyć je na oścież i odetchnąć świeżym, majowym powietrzem. Pomachałam panu, który rozwoził swoim rowerkiem gazety, odmachał. Ubierając się, spojrzałam w duże, wiszące na ścianie lustro. Naturalnie widok ten nie spodobał mi się. Miałam piętnaście lat (za kilka dni szesnaście!), aparat ortodontyczny na zębach, kłopoty z trądzikiem, kilka kilogramów za dużo (BMI prawidłowe, ale brzuch wcale nie taki płaski, jak u innych dziewczyn ze szkoły, mam na myśli cheerleaderki), w dodatku moje włosy w ogóle nie chciały się układać, a nos zdobiły okulary. Wyglądałam strasznie! Z westchnieniem zeszłam na dół, do kuchni. Pogłaskałam po głowie mojego małego braciszka, który siedział w specjalnym siedzeniu i bawił się samochodzikami.
- Wszystkiego najlepszego, młody! - odezwałam się, choć nie sądziłam, że dwuletnie dziecko będzie umiało mi podziękować. Matthew uśmiechnął się słodziutko, co mi wystarczyło. Usiadłam przy stole nad miską płatków i szklanką soku pomarańczowego, które przygotowała moja mama. Z góry zbiegł tata, który akurat codziennie się spóźniał, chociaż miał budzik. Porwał ze stołu lunch, pocałował żonę w policzek, synka w czoło, przybił ze mną piątkę i życzył dobrego dnia w szkole. Odpowiedziałam:
- Będzie dobrze, jak zwykle! - to nie była do końca prawda. Owszem, uczyłam się świetnie, osiągałam wysokie wyniki, wygrywałam konkursy. Ale szkoła to nie tylko nauka, to także relacje z rówieśnikami. To było właśnie to, co mi nie wychodziło kompletnie. Nie chciałam jednak martwić tym rodziców, w szczególności, że już raz przez to przeszli. W podstawówce dzieciaki zrobiły ze mnie kozła ofiarnego i swój worek treningowy, a nauczyciele nie dość, że udawali, że nic nie widzą, to jeszcze brali stronę moich prześladowców i robili ze mnie "czarny charakter". Kiedy ze strachu uciekłam ze szkoły, rodzice zainteresowali się sprawą. Zdecydowałam się, że powiem im o tym, jak mnie biją, wyzywają. Myślałam, że po ich interwencji będę miała wreszcie spokój. Niestety, przeliczyłam się. Kazano nam na lekcji wypełnić ankietę dotyczącą szkoły, a w szczególności pracy nauczycieli. Napisałam prawdę, czyli: nauczyciele ignorują fakt, że niektórzy uczniowie znęcają się nad innymi, faworyzują swoich ulubieńców i nie popierają właściwych stron, działając tym na szkodę tych "dobrych" uczniów. Co się okazało? Ankieta, choć anonimowa, była dokładnie sprawdzana i rozpoznano mnie po charakterze pisma. Dyrektorka zamiast zainteresować się sprawą i zachowaniem swoich pracowników, ślepo słuchała ich słów i w rezultacie moi rodzice zostali wezwani do szkoły. Na szczęście oni nie dali się oszukać i uwierzyli w to, co mówiłam im ja. Wtedy zdecydowali się mnie przenieść do innej podstawówki. Ile się przy tym nadenerwowali... nie miałam serca powiedzieć im, że w Abraham Moss High School (nazwa własna...), która była pierwszą i jedyną szkołą średnią, do jakiej uczęszczałam, sytuacja wygląda równie beznadziejnie. Nie, problem nie tkwił w nauczycielach, oni byli w porządku. Nikt mnie też nie bił. Ale życie nauczyło mnie, że najbardziej bolą słowa, a tych każdego dnia słyszałam wiele. Skończyłam śniadanie, wzięłam z blatu kanapki, spakowałam do torby i wyszłam z domu, kierując się w stronę przystanku autobusowego. Po około dziesięciominutowej wędrówce dotarłam na miejsce i usiadłam na ławeczce. Wyciągnęłam z torby podręcznik do historii i zaczęłam powtarzać w razie odpytywania. Właśnie czytałam o wojnie secesyjnej w Stanach Zjednoczonych, kiedy usłyszałam znajomy odgłos skrzypiących butów sportowych. Podniosłam głowę i uśmiechnęłam się do biegnącej równo z nadjeżdżającym autobusem koleżanki z klasy. Tak, miałam koleżanki, ale to była taka... trochę lakoniczna znajomość. Żadna wielka przyjaźń, tyle tylko, że spędzałyśmy razem przerwy.
- Hej Livy, uprawiasz bieg po zdrowie? - powitałam ją, gdy wsiadałyśmy.
- Raczej po autobus - odpowiedziała, oddychając głośno ze zmęczenia. - Zapomniałam nastawić budzik.
- Cała ty - skomentowałam krótko, starając się nie wdychać toksycznych oparów wydobywających się spod pachy stojącego obok mężczyzny. Uroki komunikacji miejskiej. Podróż trwała piętnaście minut, odliczając standardowy korek. Wreszcie wysiadłyśmy na przystanku niedaleko szkoły.
- Jak wyglądam? - spytałam, choć wiedziałam, że wyglądam źle.
- Lepiej ode mnie. Znowu przybyło mi pryszczy i przytyłam - powiedziała Livy, a ja się już więcej nie odzywałam. Chociaż ona do najchudszych nie należała i też miała trądzik, nie wyglądała gorzej. A przynajmniej nikt jej tego nie powiedział, a znając moich rówieśników, na pewno by to zrobili. Usiadłyśmy na podłodze przed klasą, a ja zaczęłam śpiewać. To dziwne, ale nie potrafiłam bez tego przeżyć dnia. Na każdej przerwie śpiewałam jej, Molly i Alex do kanapek. Mówiły, że poprawiam im apetyt. Starałam się śpiewać w miarę cicho, żeby nikt poza nimi mnie nie usłyszał. Jeszcze tego by brakowało... Właśnie udawałam, że się cieszę z oklasków za wykonanie "I will love again" Lary Fabian, kiedy ukląkł przy nas Peter i oczywiście wyjechał z pytaniem:
- Masz biologię?
- Czy kiedyś nie miałam? Jasne, że mam - przewróciłam oczami i wyczekiwałam prośby, która powtarzała się każdego dnia, nie tylko od niego.
- A dasz spisać?
- Taaa... czy kiedyś nie dałam? - odparłam i wyciągnęłam zeszyt z torby, podając go chłopakowi.
- Dzięki - rzucił i już go nie było.
- Prosz... kurwa - mruknęłam pod nosem i spojrzałam na Livy. - To się nigdy nie skończy! Jestem zmuszona do odrabiania prac domowych za więcej niż pół klasy. Te "dzięki" to se mogą w dupę wsadzić.
- Nie możesz im po prostu... nie dać? - zasugerowała dziewczyna, wgryzając się w bułeczkę z czekoladą.
- Olivia, przecież wiesz, co się działo rok temu, jak nie dałam! Nie mam zamiaru przeżywać tego ponownie!
- Używasz mojego pełnego imienia, musisz być wkurzona. Czyli jesteś tą, co wszystkim daje?
- Nie przeginaj. Cześć Molly - odezwałam się do koleżanki, która właśnie przyszła. Potem pomogłyśmy jej pozbierać do teczki rysunki. Molly ma wielki talent, ale nie chwali się nim zbytnio.
- Zapisałaś się już do szkolnego chóru? - zapytała mnie, a ja pokręciłam głową.
- Mówiłam już, że za żadne skarby tego nie zrobię! Fałszuję, poza tym obecne członkinie nie są moimi dobrymi znajomymi. Mam się z nimi męczyć, bo wy chcecie, żebym śpiewała na scenie?
- Masz talent, powinnaś iść do jakiegoś programu...
- Porąbało cię? Jaki talent - zdenerwowałam się i wstałam, otrzepując spodnie z kurzu. Zadzwonił dzwonek i poszłyśmy do klasy. Miałam rację z tym odpytywaniem, dobrze, że sobie powtórzyłam. Dostałam kolejną w tym półroczu piątkę, jak się z resztą spodziewałam. Uważam na lekcjach i oto efekty. Koleżanka z ławki miała jednak inne zdanie. Przed chwilą dostała marną dwójkę za swoją odpowiedź, więc koniecznie musiała skomentować mój stopień, jakby to była moja wina, że jej poszło tak słabo.
- Kujonka. I z czego się tak cieszysz, co? Ciągle się przechwalasz i wywyższasz - powiedziała, patrząc na mnie z nienawiścią.
- Eeee? Ja się tylko uśmiechnęłam. Nie cieszyłabyś się z piątki?
- Dobra, zamknij się. Ty to chytra jesteś, nie chciałaś mi podpowiedzieć, nie solidaryzujesz się w ten sposób.
- Nie skomentuję tego... - odparłam i posłałam błagalne spojrzenie w stronę ławki Molly i Livy. Czemu im nikt nie robił podobnych uwag, kiedy dostały dobrą ocenę? Może dlatego, że one chodziły razem z nimi do podstawówek, a ja byłam zupełnie nowa w tym otoczeniu? W ogóle, czy można tu mówić o byciu nowym, kiedy byłam z nimi już przeszło sześć lat? Najwyraźniej to wciąż za mało. Trwała lekcja, robiłam notatki, Eve wszystko równo zrzynała i kazała mi ją zasłaniać, kiedy poprawiała sobie fryzurę, makijaż albo kiedy jadła chipsy schowane w piórniku. Na następnej godzinie była biologia, pani sprawdzała zadanie domowe. W duchu śmiałam się gorzko, że gdyby nie ja, przynajmniej z pięć osób dostałoby jedynki za brak. Ale nie, ja jestem CHYTRA! Daję spisywać, podpowiadam, pozwalam ściągać nawet na testach, byle tylko mieć spokój. No to mam spokój i miano chytrej. Nie rozumiem swoich rówieśników. Kolejna lekcja, czyli w-f nie należała do moich ulubionych, ale miałam już niemal wyleczoną astmę i nie mogłam już brać zwolnienia. Po rozgrzewce uciekłam na ławkę rezerwowych, bo grali w siatkówkę. Mam uraz z dzieciństwa do wszelkiego rodzaju piłek, kiedy to dostałam jedną w twarz pewnego razu, jeszcze w szkole podstawowej. Tak, ktoś to zrobił celowo. Myślałam, że spokojnie sobie posiedzę do końca lekcji, ale nie! Wuefista uparł się, żebym dołączyła do drużyny. Nie pomogły ich zapewnienia, że dadzą sobie beze mnie radę, ani moje, że puszczę każdą piłkę i pogrążę cały zespół. Tak też się stało, wszyscy byli na mnie wściekli, na próżno przepraszałam. Na długiej przerwie siedziałyśmy na zewnątrz na ławce w kolejności: ja, Livy, Molly, plecak Molly i Alex. Śpiewałam akurat "Because You Loved Me", kiedy głos uwiązł mi w gardle. Poczułam dziwny ucisk w sercu i brzuchu. Mój mózg na moment totalnie zwariował. Moje oczy patrzyły w JEGO oczy, a ja...
- Hej! Ziemia do Monici! - wydarła mi się prosto do ucha Molly i zamachała swoim najnowszym dziełem przed nosem. - W co się tak zapatrzyłaś?
- Albo w kogo - wyszczerzyła się Alex i zaczęła się rozglądać. Livy od razu wiedziała, gdzie spojrzeć.
- To Lukas, chłopak ze starszej klasy. Przeniósł się do nas na początku roku, ale przyznam, że bardzo się zmienił... w sumie to jakoś przez jesień i zimę nie zwracałam uwagi na chłopaków, poza tym to duża szkoła.
- No... - przyznałam jej rację. Jak mogłam wcześniej nie zauważyć takiego ciacha? Przecież on jest idealny!
- Monica chyba utonęła w jego oczach. A to dziwne, przecież on nie jest w jej typie - powiedziała Molly.
- No bo on totalnie nie jest w moim typie! Ma brązowe oczy i ciemnobrązowe, prawie czarne włosy. I trochę ciemniejszą skórę. Żadne z kryteriów się nie zgadza, ale kurczę, przystojniak z niego! - uśmiechnęłam się i zerknęłam w stronę chłopaka.
- O matko, gapi się, gapi się! - potrząsnęła mną podekscytowana Livy. Faktycznie, koleś patrzył się na nas... a może na mnie? Tak, na mnie! Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się. Odpłynęłam, miał obłędny uśmiech. Niestety nie mogłam go odwzajemnić, bo wystraszyłabym go aparatem. Chociaż... skoro w tym tłumie to właśnie ja przyciągnęłam jego uwagę, to może moje klamerki nie będą mu przeszkadzać? W końcu zęby miałam już równe, a w te wakacje pozbywałam się drutów... uśmiechnęłam się, starając się to zrobić uroczo. Chyba podziałało, nie przestał patrzeć! Niestety, chwilę potem podeszli do niego moi koledzy z klasy i zajęli go rozmową. No cóż, nie będę mu zabraniać. Wróciłam do domu w lepszym, niż zazwyczaj humorze, co nie umknęło uwadze mamy. Wykręciłam się mówiąc, że cieszę się tak z tej piątki z historii. Pognałam na górę i włączyłam kompa. Weszłam na swoje konto na portalu społecznościowym i po namyśle zaprosiłam Lukasa do znajomych. Z wrażenia aż pierdolca dostałam, włączyłam muzę i skakałam po całym pokoju. Czułam się tak dobrze, wreszcie dostałam szansę na zdobycie chłopaka i to nie byle jakiego!

Musiałam podzielić na dwie części, bo całość wyszłaby za długa. Mam nadzieję, że po tej drugiej części większość z was powie: aha... dlatego... Póki co możecie tylko skomentować, czy się podoba. Jeśli czegoś nie wiecie, pytajcie lub czekajcie na cz. 2

33 komentarze:

  1. boski rozdział ♥
    szkoda że brak chłopców ;D
    na początku nie zrozumiałam, a potem się kapnęłam że to coś w rodzaju wspomnienia . ;D Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba się i to nawet bardzo ^^
    http://ineedthat-onething.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy to powrót do przeszłości?
    Czekam cierpliwie na drugą część, jako, że na razie wszytko zasłaniają ciemnie chmury, które mam nadzieje rozwieją się gdy poznamy tajemniczą część drugą..;)
    Odcinek cudo.. i oczywiście ta wspaniała dbałość o detale.^^
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny rozdział, szczerze mówiąc- Kocham twojego bloga. Czekam na kolejny. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też się na początku nie skapnęłam o co chodzi ;D Czekam na część 2 ;]]

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajnie piszesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. świetny blog, przeczytalam sporo FF o 1D ale twoja jest najlepsza, nie przestawaj pisać bo masz talent xd

      Usuń
  7. "wrażenia aż pierdolca dostałam" hahah dobre ;D Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Haj! To ja;)
    Muszę przyznać, że dłuży mi się oczekiwanie na kolejne rozdziały. Bałam się, że dzisiaj już nic nie dodasz! Czyżby czytanie twojego opowiadania stało się moim uzależnieniem? Póki co myślałam, że go po prostu lubię, kiedy jednak zdałam sobie sprawę, że odświeżam przez cały dzień stronę i żałuję, że jednak zdecydowałaś się na dwie części rozdziału, a nie jedną dłuższą przeszło mi przez myśl, że to chyba nie jest całkiem normalne?
    Na początku też nie zauważyłam zastosowanego powrotu do przeszłości, ucieszyłam się ogromnie kiedy go wreszcie dostrzegłam i pojęłam, że niespodziewanie kolejny raz spełniła się moja prośba o poznaniu Moniki bliżej! ;) Podoba mi się jak umiejętnie przedstawiłaś sytuację na uczelni, a potem jak się domyślam, popchnięcie przez którąś z dziewczyn doprowadziło do flashback'a. Coś mi się wydaję, że Monika jeśli nie w szpitalu, skończy przynajmniej z wielkim siniakiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty się domyślasz, czy mnie śledzisz? Mam się bać? ;D Spokojnie, jutro postaram się dodać część drugą. To naprawdę dużo roboty, a mam od poniedziałku szkołę, a także inne sprawy, więc staram się jakoś pogodzić to z prowadzeniem bloga.

      P.S. Tak, to flashback spowodowany upadkiem, a Monica skończyła po nim...

      ciąg dalszy nastąpi ;*

      Usuń
    2. Wiesz jak to się mówi: Wielkie umysły myślą podobnie!
      (najwyraźniej jestem po prostu dobra w analizowaniu ;))
      Mam nadzieję, że II część dodasz jak najszybciej. Jutro po południu wyjeżdżam na weekend i chciałabym móc odjechać usatysfakcjonowana nową notką ale rozumiem jeśli to się nie uda, każdy ma swoje zajęcia ;)

      Ah no! ;D

      Usuń
  9. och nie mogę sie doczekac dalszej części ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  10. nieźle się zapowiada druga część. :D pisz szybko, bo nie mogę się doczekać! uwielbiam to opowiadanie. ;*
    tym czasem zapraszam cię tutaj: http://moments-in-love-onedirection.blogspot.com/ właśnie zaczęłam pisać opowiadanie o 1D. może nie tak dobre jak Twoje, ale w końcu od czegoś trzeba zacząć, no nie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. uuuuu sweeet ;p ej!!! ale ja Cię proszę!! ona musi być z HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAARRYM!!!!!!!! xD wariatka ze mnie ;p

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowny rozdział <3 A ja już wiem z kim Monica będzie.. haha . :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Poszukuje ktoś współlokatorki do pisania opowiadania? (moge być anonimowa). Nudzi mi się zazwyczaj w nocy, a mam masę pomysłów na pisanie. Do tego ostatnio ten zespół jest popularny wiec moge komuś pomóc z przyjemnością ;)
    Nie chce sama otwierać opowiadania.
    nr. 11307221

    OdpowiedzUsuń
  14. Zmieszałam się trochę ... No ale nic. Boski i Czekam :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Powrót do szkoły wiąże się ze zobowiązaniami i kuciem na nowy semestr, więc będę mogła napisać coś dopiero we wtorek, przynajmniej taką mam nadzieję. Ale luz, nie opuszczę Was. Sama się wciągnęłam! Hahah, czy to nie dziwne, że co jakiś czas czytam sobie własne opowiadanie z nudów? Oj, źle ze mną, źle! ^^

    OdpowiedzUsuń
  16. Moja pierwsza myśl. O co chodzi.?? Ale potem już skumałam ;D
    Boski <3 Czekam na część 2 !!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetne opowiadanie czekam na cz.2 oraz zapraszam na mój blog http://directioners17.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM ! <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetne, na początku nie zajarzyłam, ale w końcu się połapałam :d. Czekam na nextaa :D .

    OdpowiedzUsuń
  21. opcja a) zapadła w śpiączkę i jej się śni przeszłość'
    opcja b) to wszystko był sen?!?!
    Opcja be mi się wcale, ale to wcale nie podoba...

    OdpowiedzUsuń
  22. Gdyby to była opcja "b", to bym się okazała niesamowicie okrutna ^^ żadne takie, to tylko nagłe wspomnienie, które ma na celu pomóc Wam zrozumieć i poznać Monicę. No i nie dam rady dodać we wtorek, mam test z matmy w środę -.-'. Ale do końca tygodnia napiszę. Tymczasem dziękuję za miłe komentarze i zapraszam do komentowania te czytelniczki, które jeszcze tego nie zrobiły! Pozdro ;*

    OdpowiedzUsuń
  23. Cudny rozdział, nie mogę doczekać się cz.2 ! :D
    - Kaja.:*

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetny rozdział, z resztą jak reszta ! :) Czekam na następną część, na prawdę wciągnęła mnie historia Monici ! xx

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetny rozdział :*
    Czytam caŁego bloga od początku i jest świetny :)
    Postanowiłam z koleżanką założyc własnego. Jakbys miała ochotę to wstąp http://1d-spelnieniemarzen.blogspot.com/.
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy <3

    OdpowiedzUsuń
  26. KOOOOOOOOOOOOOOCHAM CIE DZIEWCZYNOOO<3
    Monica musi być z Hazza :C
    dodawaj nastepny<3

    OdpowiedzUsuń
  27. Z niecierpliwością czekamy na drugą część :*
    Rozwijamy się... :D

    OdpowiedzUsuń
  28. przeczytałam dzisiaj całe opowiadanie !
    kocham to <3
    a co do relacji Monica i chłopaki , to jakoś nie wiem sama xD osobiście z nich lubię najbardziej Liama, ale ona mi pasuje do Louisa . Nie do Harrego, chociaż też go kocham, tylko do Lou.
    KOCHAM TO <3333 .
    dodaj szybko nowy : ))

    OdpowiedzUsuń
  29. nie wiedziałam najpierw o co chodzi, bo 1 cz. taka "terazniejsza" Monici a tu taka zmiana...myślałam najpierw, że może blogi pomyliłam, bo w poprzednich rozdziałam było, że ma 19 lat i mieszka sama (z chłopcami spała u sb w domu i tamto śniadanie dla niej xD...przy rodzicach by raczej tak nie robiła ; )...Lecz główna bohaterka to też Monica i jej mały braciszek ma taak samo na imię to ssię wtedy skapłam ^ ^
    Czekam z niecierpliwieniem na kolejną część chłopcami !
    Prosze dodaj coś ^ ^
    ( blogg zajebi**y...dzięki temu blogu polubiłam czytać, a to wieeeelka zasługa ! :D
    - Klaudia

    OdpowiedzUsuń